sobota, 18 lutego 2012

9 lat wcześniej...


9 lat wcześniej...

Grażyna Faustyna Szalonez, córka swej matki, która dała jej drugie imię na cześć słynnej siostry, siedzi odgrodzona od apodyktycznej, nadopiekuńczej starszej pani w kartoniku swego pokoiku. Kwadrans temu przypudrowała nosek kreską z lusterka, zanim jeszcze wstała z łóżka. Gdy spid zaczął działać, do głowy Grażynki wpadła pierwsza tego dnia twórcza myśl, którą wypowiedziała na głos, jakby do znanego artysty, który przemawiał w telewizorze.
- A co ja bym powiedziała? – wyobraziła sobie siebie w telewizji, jako znaną artystkę. – Że przestałam grzać amfetaminę, gdy dostałam zapaści na autostopie, po wciągnięciu 5 setek, bo chciałam się orzeźwić? Że przestało mi się podobać, gdyż aby wstać z łóżka musiałam przywalić co najmniej setkę każdego dnia rano? Wreszcie, że zaszłam w ciążę z narkomanem, który mnie olał?
Grażyna Faustyna pochyliła się twórczo pobudzona nad zeszytem przy biurku, w którym pisała swój pamiętnik, licząc, że kiedyś mogłaby go opublikować. Bo wszyscy inteligentni ludzie powinni prowadzić dzienniki, na wypadek, gdyby umarli będąc sławnymi. Poza tym sama czytała już pamiętnik narkomanki, dlaczego więc nie miałaby napisać drugiego? Musi się zresztą spieszyć, bo niedługo pewnie pójdzie na leczenie i się skończy, a słyszała już od swego kolesia Szatana, że jakaś laska co się koło nich kręciła też pisze taki pamiętnik narkomanki i wszyscy przestali się z nią zadawać ze strachu, że wpadnie to w ręce jej matki i dalej na policję. Kretynka, ponoć zapisywała tam, co, ile, kto i za ile załatwiał dragi. „Kurczę, ja też tak robię – pomyślała Grażynka i głęboko się zamyśliła.

czwartek, 16 lutego 2012

fot. R. Budzbon z Albumu Pozamiatane kolory...

fot. R. Budzbon z Albumu Pozamiatane kolory...

Wyjaśnienia, co do kultowej mikropowieści Upały...

Hmm, powieść okazało się, jednak nie jest gotowa i wymaga poprawek oraz dopisywania lub cięcia na krótkie opowiadania. Obiecuję ewentualnym czytelnikom... i sobie, hehe, że niebawem coś z tym zrobię, albo w tę albo w tamtą stronę.

Albo niech będzie, potnę to w diabły... Jak się uczyłem pisać w dziennikarstwie za młodu, to wbiło mi się w głowę, że zawsze lepiej dla tekstu skracać. A póki co, niech sobie wisi jako strona, z której można trafić na mój główny blog poetycki krzysztof lutowski - wiersze, na którym zapraszam do lektury czterech moich tomików.

A tutaj z czasem powstanie ten tekst, który niby jest, ale jednak nie jest gotowy i niech będzie blogiem mojej obecnej niemocy wobec tego tekstu, która być może niespodziewanie się zakończy i będę miał to wreszcie z głowy, potnę, poprawię i wypuszczę za darmo do internetu.

Jak zgodzi się mój kumpel od fotografii Rafał Budzbon, z którym ilustrowałem już jedną książkę w realu i również krzysztoflutowski.blogspot.com, wówczas czytanie poszczególnych fragmentów zilustrują pełne magii i mistycyzmu fotografie Rafała.

kael