czwartek, 15 grudnia 2011

25 lat później...


25 lat później...

            Jesteśmy w barze na stacji benzynowej.
Jest pierwsza w nocy. Serwują tu tylko sandwicze na ciepło, piwo, coca-colę itp. Ludzie czekający tu na ostatni podmiejski PKS, który rozwiezie ich po okolicznych wioskach i tak nie kupiliby niczego więcej. Ewentualnie szybkie jedzenie, szybkie piwo, szybki napój, może kawa, może herbata...
Włączony jest telewizor, w który wszyscy się gapią. Młoda dziennikarka rozmawia właśnie ze znanym muzykiem, wokalistą, poetą i prozaikiem. Rozmowa dotyczy festiwalu w Jarocinie, gdyż za niecały tydzień Jarocin po latach przerwy znów zobaczy tych wszystkich czubów, którzy zjeżdżając tu co roku uczynili tę zapyziałą dziurę sławną w całym bożym świecie, a jej mieszkańców nieco bardziej światowymi i majętniejszymi.
- Słowo Jarocin, jak jakieś specjalne hasło, niesie ku mym uszom cały ogrom znaczeń, wręcz jest znaczeniami nienaturalnie naładowane, wprost przelewa się od różnorodnej symboliki. Jest to świetny przykład, jak nazwa niewielkiego miasteczka, na skutek muzycznych i pozamuzycznych zdarzeń się tam dziejących przeobraziła się w symbol pewnej kultury, pewnej epoki. Hasło to posiada znaczenie nie tylko dla tych, którzy tu grali, nie tylko dla tych, którzy przyjeżdżali ich słuchać, czy dla tych, którzy ich tu pilnowali, znaczy pałowali. To symbol dla całej środkowej Europy, symbol buntu młodych, niezgody z rzeczywistością. To uniwersalny symbol walki dla wszystkich którzy walczyli, a także dla tych, którzy tę walkę przerąbali z nami właśnie. A już za tydzień zapraszam wszystkich na mój koncert w tym symbolicznym miejscu, który będzie można obejrzeć tylko w jedynce.”

   - Ten kurwa jest pojebany – odezwał się zachrypiały jeden zapijaczony chłop. – W tym programie, co występuje, gdzie kosi taką kaskę, że hulaj dusza do śmierci, to on wiecznie jakiś zaspany jest, z przymrużonymi gałami, albo siedzi sobie bezczelnie w różowych okularach, jak pedał. Ćpun jebany.
    - Tak kurwa, masz Pan rację. Takich chujów darmozjadów do pracy przymusowej trzeba by zagonić – włączył się inny.
     - My z żoną to już córce dawno zabroniliśmy tego gnoja słuchać, czytać i oglądać. Wszędzie sobie jego plakaty porozwieszała w moim domu, z każdej ściany się na mnie gapił, a córka zaczęła się z brudasami szlajać i chyba nawet się narkotyzowała, bo znalazłem raz u niej takie pudełeczko z zielskiem. Jak żona powąchała to ścierwo, to się jej w głowie zakręciło. Jak się wkurwiłem, to wjebałem gówniarze pasem po gołej dupie i teraz to tylko szkoła, dom i nauka. Nigdzie jej nie puszczam i tak będzie aż mi szczeniara nie wydorośleje i nie wyjdzie na ludzi, a jak nie, to zabiję – uderzył butelką w stół, aż się piwo przelało. Dyskusja rozgorzała na dobre.
    - Ciekawe co on w tych swoich książkach wypisuje? Ktoś czytał, bo mi się nie chciało.
    - O ćpaniu bez przerwy. To ćpun.
   - Teraz wystarczy o ćpaniu pisać, wykazać się skrzywionym życiorysem i już można być sławnym. Tak mówił jakiś ekspert w telewizji, którego słyszałem wczoraj, choć szkoda, że zaraz przełączyłem na mecz, bo bym wam coś więcej teraz o tym opowiedział. Takie czasy. Gówniarzom się to podoba.
- No, nie gadaj pan – odezwał się zadbany średniolatek w garniturze i z teczką. – Trzeba jeszcze mieć niepospolity talent, by grać, śpiewać i jeszcze samemu sobie teksty pisać i cenione przez ludzi powieści. No bo dlaczego wy sobie tu siedzicie i kraczecie na niego, a on was może w dupie mieć, ha?, a nie wy jego?
     - Ja go w dupie mam.
    - Ale już pańska córka nie, więc kto kogo bardziej w dupie ma? Czy może pan powiedzieć, że go w dupie ma, skoro pańska nastoletnia córka marzy, by mu dupy dać? – w tym miejscu prawie wywiązała się bójka, na szczęście właściciel lokalu zagroził, że wezwie policję i tym uratował tyłek inteligencikowi, który odważył się mieć inne zdanie, niż zapijaczony, ciemny ogół.
     A w telewizji kontynuował wypowiedź znany artysta: „- Nie potrafię ot tak wypowiedzieć tego słowa, które jest nazwą małej miejscowości w smutnym kraju Polska, żeby nie poszło za tym szereg wspomnień i obrazów z tamtych dni. Kiedy znów pojadę do Jarocina, pospaceruję sobie po całym mieście, by przywołać te wszystkie zwidy (to w Jarocinie dla przykładu pierwszy raz w życiu uchlałem się do urwania filmu). Pospaceruję znajomych uliczkami w poszukiwaniu tchnienia tamtych czasów, kiedy przyjeżdżałem tu najpierw jako słuchacz, potem jako artysta, a teraz po latach, jako weteran, dla którego kariery to miasto miało niebagatelne znaczenie – mówił znany artysta. – Poznałem tu także swoją pierwszą istotną miłość. Nie usłyszeć tego słowa i nie przywołać tych wszystkich obrazów, którymi nasiąkłem przez lata przyjeżdżania tutaj co roku..."

poniedziałek, 12 grudnia 2011

list 1


Katowice, dn. 27.10.1993

Heja!


    Dzisiaj otrzymałam list od Ciebie. Czekałam na niego.
    Pytasz, co czułam, kiedy mnie objąłeś?
   Czułam spokój. Czułam, jak uchodzi ze mnie napięcie. Czysty, błogi spokój. Przypomnij sobie, co się czuje, gdy jesteś bardzo, bardzo zmęczony i kładziesz się do ciepłego, ugrzanego przez kogoś łóżka, a jutro czekają Cię same przyjemne rzeczy. (Uwielbiam spać. Może dlatego, że tylko w niedzielę mogę się porządnie wyspać.) Było mi po prostu dobrze i w ogóle nie chciało mi się iść do domu. Nie przeszło mi nawet przez głowę, aby Cię odepchnąć. Muszę się przyznać, że bardzo lubię wspominać te parę godzin, które spędziliśmy razem, a szczególnie chwile na ławce. Dlaczego nie pomyślałam źle o Tobie, nie chciałam się wyrwać?
   Nie przytuliłam się do Ciebie chłodno. Chciałam, abyś mnie objął, pragnęłam poczuć Twój oddech i ciepło. Nie myślałam, nie przeszło mi nawet przez myśl, żeby się z Tobą kochać. Chciałam tylko być przy Tobie. Wiedziałam, że tylko Ty możesz mnie ukoić. Nie byłam zła, czy rozdrażniona. Raczej rozszalała, pełna niepokoju. Szukałam czegoś, a znalazłam coś, czego tam nie szukałam, byłam oszołomiona. Byłeś spokojem. Twój uścisk, Twoje ramiona, które mnie oplotły, odgrodziły mnie od świata. Znalazłam się w świecie, do którego nie dolatują wiatry wiejące w świecie rzeczywistym, byłam poza nim, bezpieczna. Czułam się trochę, jak mała dziewczynka, której nic nie zagraża, nikt nie może zrobić krzywdy. Szkoda, że trwało to tak krótko. Chcę to zostawić w mojej pamięci nie kończąc, tak jak się rozstaliśmy. Zazwyczaj kończę w wyobraźni sytuacje, które były nie skończone.
   Nigdy nie myślałam o dniu, w którym spotkamy się ponownie. Boję się tego dnia. Boję się, że się rozczarujesz. Ty znasz mnie taką, jaką byłam tamtego dnia na ławce. Nie wiesz, jak mówię, na pewno już zapomniałeś, nie wiesz, jak się śmieję, co mnie drażni, co śmieszy. Nie wiem też tego wszystkiego o Tobie. Boję się. Obiecuję, że nie będziesz musiał poznawać nikogo. Możemy błąkać się cały dzień po lesie, jest w pobliżu mojego domu, możemy iść do parku, łazić po mieście i gapić się na ludzi. 
 
Misia!

Upały - notatka wprowadzająca


Przepisane między czerwcem a wrześniem 2006 roku z rękopisu pisanego głównie zimą 2005 r. w okresie kiedy pracowałem w Mózgu na bramce...
Następnie jeszcze we wrześniu wkomponowałem w to listy, które pisałem ze dwa lata wcześniej i we wrześniu i oto jest. Upały. Mikropowieść dla młodzieży, hehe...
Już raz rozpocząłem tutaj ją publikować, jednak teraz kasuję poprzednie posty i zaczynam od nowa...